Zawsze myślałem o robocie modela chodzącego po światowych wybiegach u najwspanialszych projektantów. Pół roku temu dostałem ofertę uczestniczenia w sesji zdjęciowej jednej z firm zajmujących się wyrobami z nabiału – śmietana, maślanka, serek wiejski. Nie myśląc długo przyjąłem wyzwanie. Pomieszczenie fotograficzne znajdowało się w zadbanej okolicy w centrum mojego miasta. Zadbane, chłodne, całkowicie przystosowane do rozpoczęcia zdjęć. Uścisnąłem sobie rękę z pierwszym fotografem, osobą od ustawienia świateł oraz panią makijażystką, która od razu zabrała się do roboty nakładając mi na twarz warstwę pudru a także podając odpowiednie stroje. Zleceniodawca zażyczył sobie modela (w tym przypadku mnie) do reklam będących na licach – billboardów, posterów oraz tych mających pojawiać się w mediach drukowanych. Przedmiotem reklamy miał być jogurt dietetyczny dlatego w elementami sceny były niebo błękit, trawa łączone z przyrodą. Patrzyłem w obiektyw aparatu przez większość czasu z uśmiechnięty od ucha do ucha trzymając w dłoni łyżkę z jogurtem, który jak dla mnie nie różnił się niczym od konkurencji. Byłem rozliczany z tego aby w jak najbardziej przekonujący sposób wyrazić swój nieokiełznany zachwyt nad nowym towarem. Ja się podniecałem, a fotograf robił zdjęcia
2. Łatwizna, i to za świetną płacę. Sesja zdjęciowa trwała około czterech godzin, w ciągu których spożyłem naprawdę dużo jogurtów (miałem szczęście, iż nie była to reklama pasztetu). Zdjęcia w których byłem głównym bohaterem były tylko początkiem całego długiego procesu. Musiały one zostać obrobione, uznane, wyłonione, a później eksperci mogli wynaleźć chwytający slogan reklamowy i zaplanować resztę kampanii w czasie. Billboardy ze mną ukazały się w mieście po kilku miesiącach, podobnie jak jogurt. Wyników jego sprzedaży nie pamiętam ale wiem, że zdjęcia reklamowe to czysta przyjemność.